10/10

 

O Zafónie słyszałam już trochę wcześniej, nawet jedna z jego powieści od jakiegoś czas widnieje na mojej liście książek do przeczytania. Przygodę z „Cieniem wiatru” zaczęłam w zasadzie przypadkowo i już od samego początku książki, wiedziałam, że będzie wspaniała.

Barcelona skrywa w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest ukryty w samym sercu miasta Cmentarz Zapomnianych Książek. Pewnego ranka 1945 roku, dziesięcioletni Daniel Sempere udaje się w raz ze swoim ojcem do owego tajemniczego miejsca, które jest schronieniem dla wielu zapomnianych i przeklętych książek. Chłopiec, kierując się intuicją, wybiera sobie jedną z nich – „Cień wiatru” Juliana Caraxa – i, zgodnie z rodzinną tradycją, jego zadaniem jest teraz ocalić ją od zapomnienia.
Daniel dorasta i, wciąż zachwycony powieścią Caraxa, postanawia odnaleźć inne. Okazuje się, że prawie wszystkie książki tego autora zostały spalone i ktoś za wszelką cenę pragnie zniszczyć ostatni egzemplarz. Daniel postanawia odkryć sekret Caraxa, nieświadomy, że tym samym rozpoczyna najbardziej niebezpieczną przygodę w jego życiu, pełną sekretów, rozczarowań, nadziei i tragicznych miłości.

Gdybym miała opisać książkę jednym słowem, powiedziałabym, że jest genialna. To jednak stanowczo za mało, aby określić kunszt autora i wyrazić mój zachwyt nad tym dziełem. Przede wszystkim po raz pierwszy spotkałam się z tak pięknym ukazywaniem książek, zwracaniem uwagi na to, jaki mogą mieć wpływ na życie człowieka, uświadamianiem ich magii i mocy słów.  Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę tak wolno, delektując się każdym poszczególnym zdaniem, czytając je czasem po kilka razy, a nawet wypowiadając na głos. Podczas czytania zakończenia zwolniłam jeszcze bardziej, jednocześnie ciekawa tego, co się ostatecznie stanie, ale też pełna smutku z powodu zbliżającej się ostatniej kartki powieści. Skończyłam ją czytać w środku nocy, z uśmiechem na twarzy, łzami w oczach i złamanym sercem.

Na opisanie stylu autora nawet brakuje mi słów; Zafón jest mistrzem w tym co robi, w przekazywaniu emocji i opowiadaniu historii, tak, żebyśmy naprawdę bali się o bohaterów i nie byli obojętni wobec ich losu. Wydaje mi się, że jest to opowieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Jest zagadka, którą trzeba rozwiązać, wątki miłosne, intrygi… wspomnienia. Akcja momentami była tak zaskakująca, że aż musiałam odłożyć książkę na bok, aby uświadomić sobie, co się właściwie stało. Są bohaterowie, których można polubić od razu po ich pojawieniu się; są też i tacy, którzy wzbudzali we mnie tak skrajne emocje, że miałam czasem ochotę rzucić książką przez pokój, by wyrazić swoją irytację, wzburzenie, gniew, wściekłość.
Już nawet nie jestem w stanie napisać o niej nic więcej, bo w głowie mam bałagan własnych myśli, są one bardzo chaotyczne, a ja czuję taką dziwną pustkę w sercu, jakby jeszcze do mnie nie dotarło, że to już koniec.