Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafón

10/10

 

O Zafónie słyszałam już trochę wcześniej, nawet jedna z jego powieści od jakiegoś czas widnieje na mojej liście książek do przeczytania. Przygodę z „Cieniem wiatru” zaczęłam w zasadzie przypadkowo i już od samego początku książki, wiedziałam, że będzie wspaniała.

Barcelona skrywa w sobie wiele tajemnic. Jedną z nich jest ukryty w samym sercu miasta Cmentarz Zapomnianych Książek. Pewnego ranka 1945 roku, dziesięcioletni Daniel Sempere udaje się w raz ze swoim ojcem do owego tajemniczego miejsca, które jest schronieniem dla wielu zapomnianych i przeklętych książek. Chłopiec, kierując się intuicją, wybiera sobie jedną z nich – „Cień wiatru” Juliana Caraxa – i, zgodnie z rodzinną tradycją, jego zadaniem jest teraz ocalić ją od zapomnienia.
Daniel dorasta i, wciąż zachwycony powieścią Caraxa, postanawia odnaleźć inne. Okazuje się, że prawie wszystkie książki tego autora zostały spalone i ktoś za wszelką cenę pragnie zniszczyć ostatni egzemplarz. Daniel postanawia odkryć sekret Caraxa, nieświadomy, że tym samym rozpoczyna najbardziej niebezpieczną przygodę w jego życiu, pełną sekretów, rozczarowań, nadziei i tragicznych miłości.

Gdybym miała opisać książkę jednym słowem, powiedziałabym, że jest genialna. To jednak stanowczo za mało, aby określić kunszt autora i wyrazić mój zachwyt nad tym dziełem. Przede wszystkim po raz pierwszy spotkałam się z tak pięknym ukazywaniem książek, zwracaniem uwagi na to, jaki mogą mieć wpływ na życie człowieka, uświadamianiem ich magii i mocy słów.  Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę tak wolno, delektując się każdym poszczególnym zdaniem, czytając je czasem po kilka razy, a nawet wypowiadając na głos. Podczas czytania zakończenia zwolniłam jeszcze bardziej, jednocześnie ciekawa tego, co się ostatecznie stanie, ale też pełna smutku z powodu zbliżającej się ostatniej kartki powieści. Skończyłam ją czytać w środku nocy, z uśmiechem na twarzy, łzami w oczach i złamanym sercem.

Na opisanie stylu autora nawet brakuje mi słów; Zafón jest mistrzem w tym co robi, w przekazywaniu emocji i opowiadaniu historii, tak, żebyśmy naprawdę bali się o bohaterów i nie byli obojętni wobec ich losu. Wydaje mi się, że jest to opowieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Jest zagadka, którą trzeba rozwiązać, wątki miłosne, intrygi… wspomnienia. Akcja momentami była tak zaskakująca, że aż musiałam odłożyć książkę na bok, aby uświadomić sobie, co się właściwie stało. Są bohaterowie, których można polubić od razu po ich pojawieniu się; są też i tacy, którzy wzbudzali we mnie tak skrajne emocje, że miałam czasem ochotę rzucić książką przez pokój, by wyrazić swoją irytację, wzburzenie, gniew, wściekłość.
Już nawet nie jestem w stanie napisać o niej nic więcej, bo w głowie mam bałagan własnych myśli, są one bardzo chaotyczne, a ja czuję taką dziwną pustkę w sercu, jakby jeszcze do mnie nie dotarło, że to już koniec.

Ciemność płonie – Jakub Ćwiek

9/10

Gdybyśmy mieli wymienić to, czego się najbardziej boimy, na pewno u większości „ciemność” znalazłaby się w pierwszej dziesiątce. W książce również mamy z nią do czynienia, jednak w innej postaci. Jest ona odmienna od tej, którą spotykamy na co dzień. Nie można się jej pozbyć zgaszając światło, nie można od niej uciec. Ona sama wybiera ofiary i zmienia zasady gry, jak jej się tylko podoba. Skwierczy, syczy… płonie.

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jakie, z pozoru błahe sprawy, mogą mieć czasem ogromne znaczenie. Tego samego nie była świadoma Natalia – młoda studentka kulturoznawstwa – która pewnemu mężczyźnie, w podziękowaniu za otrzymaną pomoc, oddała monetę. Ot, taki kawałek metalu, który znalazła w swoim portfelu. Tym samym ściągnęła na siebie klątwę. Niebawem i dla niej zapłonie Ciemność, stając się jej najbliższą towarzyszką.
Dworzec w Katowicach jest jedynym bezpiecznym miejscem, do którego Ciemność jeszcze nie ma wstępu. Codziennie przewijają się przez niego tysiące ludzi. Są i tacy, którzy zatrzymali się tam na dłużej, a mianowicie Bezdomni. Są ludźmi wybranymi przez Ciemność. Niegdyś prowadzili normalne życie, lecz kiedy ona zapłonęła – wszystko się zmieniło.

„Ciemność płonie” już jakiś czas stała na mojej półce i czekała na przeczytanie. Zawsze jednak znalazło się coś innego do przeczytania, ale na szczęście była cierpliwa. Trochę żałuję, że tak długo odkładałam ją na później, ale z drugiej strony, może przez to, że w końcu się do niej dorwałam, aż tak bardzo mi się spodobała?

To było moje pierwsze spotkanie (i na pewno nie ostatnie!) z tym autorem i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że się nie zawiodłam. Powieść, mimo całego mrocznego klimatu, jest luźno napisana. Szybko się ją czyta – zdecydowanie wystarcza jeden wieczór. W zasadzie, to nawet ciężko ją przełożyć na inny dzień, bo ilekroć zamykałam książkę, mówiąc że „już wystarczy” i „trzeba wreszcie zająć się czymś innym”, to i tak nie wytrzymywałam dłużej niż pół godziny, i z powrotem do niej zasiadałam. Odłożyłam ją dopiero wtedy, gdy skończyłam, choć potem i tak cały czas siedziała mi w głowie.
Poznajemy naprawdę ciekawych, nietuzinkowych bohaterów, o których Ćwiek tak ciekawie opowiada, że przeżywamy ich historie razem z nimi. Możemy dowiedzieć się jak wygląda życie takich ludzi, poznać ich priorytety i zobaczyć jak sobie radzą; jak walczą o kolejny dzień. Co ciekawe, autor sam spędził trochę czasu na dworcu, żyjąc jak „mieszkający” tam ludzie, aby jak najlepiej oddać rzeczywistość. Bardzo fajną sprawą jest, że po zakończeniu powieści, do książki dodano jeszcze „opowieści dworcowe”. Autor opisuje tu (tym razem prawdziwe) historie, które działy się na dworcu. Niektóre z nich są zabawne, a inne aż nieprawdopodobne.

„Ciemność płonie” polecam każdemu, kto chce umilić sobie wieczór, ze, spędzającą sen z powiek, lekturą i Ciemnością, która kryje się we wszystkich zakamarkach i już wyciąga po nas swe mroczne łapy. :)

Metro 2033 – Dmitry Glukhovsky

6/10

„Metro 2033″. O tej książce słyszał już chyba każdy, kto choć trochę interesuje się fantastyką. Powieść została wydana już kilka (kilkanaście?) lat temu, ale ostatnio stała się bardzo popularna. Miałam opory przed sięgnięciem po tę książkę, ale już tyle osób mnie przekonywało do niej, usłyszałam sporo pozytywnych opinii – więc spróbowałam.

…i zastanawiam się, nad czym inni się tak zachwycają.

Mamy rok 2033. W wyniku konfliktu atomowego, cały świat zostaje zniszczony. Przeżyli tylko nieliczni, którzy zdążyli skryć się w moskiewskim metrze. Boją się wychodzić na powierzchnię. Walczą o życie. Artem – młody mężczyzna z WOGN-u (stacji, której groźni teraz śmiertelne niebezpieczeństwo), otrzymuje zadanie. Musi przedostać się do Polis – serca metra, aby przekazać ważną wiadomość. Chłopak może uratować nie tylko swoją stację, ale i całą ludzkość.

Pomysł dobry… z wykonaniem już gorzej. Książka jest dość długa, ma ponad 600 stron i, tak naprawdę, ciekawie zaczyna się robić dopiero od połowy. A i ta część książki pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Na początku Artem wędruje przez różne stacje, napotyka nowe zagrożenia, poznaje ludzi, ma okazję poznać jak żyją. Okazuje się, że czasem nawet sąsiednie stacje mogą diametralnie się różnić. Niby fajnie, że Dmitry pokazuje nam tyle typów zachowań i stylów życia, ale później to staje się… nudne. Poza tym trochę za dużo opisów. Można by spokojnie skrócić je o połowę i nic by się nie stało. Dostajemy naprawdę sporą garść informacji o każdej, poszczególnej stacji. Nie jesteśmy wstanie wszystkiego spamiętać, a później jeszcze zaczyna się to mieszać. Praktycznie trzy czwarte całej akcji polega na przemieszczaniu się od jednej stacji do drugiej.

Dodatkowo, rozdziały są długie – mają średnio po trzydzieści stron, co, moim zdaniem, jest dosyć niewygodne i męczące. W książce mamy do czynienia z ciekawymi zwrotami akcji, choć uważam, że w jednym momencie autor się rozpędził i za bardzo dał ponieść wyobraźni. Wyszło to dość słabo. Nie chcę Wam zdradzać fabuły, więc powstrzymam się od bardziej szczegółowego opisu tej sceny, ale myślę, że osoby, które już przeczytały książkę, zrozumiały o co mi chodzi.

Koniec końców – tragedii nie ma. Ocena byłaby niższa, gdyby nie zakończenie, które mi się spodobało. Bywały chwile, gdy chciałam odłożyć książkę i powiedzieć „dziękuję”, ale postanowiłam, że wytrwam do końca. Ostatecznie nie żałuję, ale na razie po drugi tom sięgać nie zamierzam. ;)

Łowcy głów – Jo Nesbo

10/10

Jo Nesbo jest autorem wielu powieści kryminalnych. Z dwa lata temu po raz pierwszy zetknęłam się z jego twórczością i przyznam, że nie byłam zachwycona. Mimo wszystko, za każdym razem kiedy widziałam na półkach jego książki, zastanawiałam się czy nie spróbować jeszcze raz. Ostatnio zdecydowałam się dać mu drugą szansę… i aż żałuję, że tak długo czekałam.

Kilka słów o fabule… 

Roger Brown jest najlepszym łowcą głów w całej Norwegii. Ma wszystko – pracę, wymarzone mieszkanie, a przede wszystkim kochającą żonę. Jednak sama posada headhuntera nie wystarcza, aby utrzymać drogą willę, więc Roger zajmuje się czymś jeszcze. Otóż kradnie dzieła sztuki. Pewnego dnia poznaje Clasa Greve – posiadacza cennego obrazu Rubensa. Okazja jest zbyt kusząca, aby z niej nie skorzystać.

Czy to był dobry pomysł? – Oceńcie sami. :)

Z początku akcja dosyć wolno się rozkręca. Poznajemy dokładniej Rogera, dowiadujemy się co nieco o jego codziennym życiu. Ale im mniej stron zostaje – tym szybciej je pochłaniamy. Dużym plusem jest to, że książkę czyta się jednym tchem. Autor dzieli się z nami swoimi nietuzinkowymi pomysłami, które nierzadko aż wprawiają w osłupienie.  Pomysł na powieść bardzo dobry, ciekawa intryga, no i oczywiście doskonały zwrot akcji. Książka porusza kilka istotnych kwestii, jest dopracowana w każdym calu.

I co tu dużo mówić… Czytajcie, czytajcie, bo gwarantuję Wam, ze takiego czegoś się nie spodziewaliście! Polecam. ;)

Czerwona Królowa – Victoria Aveyard

10/10

„Powstaniemy. Czerwoni niczym świt.” 

Ta powieść już długo za mną chodziła. Przypadkowo natrafiłam kilka razy na jakieś losowe cytaty pochodzące z książki, które coraz bardziej przykuwały moją uwagę. No i okładka. Uważam, że jest genialna. Nie ma tysiąca elementów, nie zawiera wszystkich kolorów tęczy. Jest skromna, a mimo to bardzo intrygująca. Jednak książki po okładce się nie ocenia, więc przejdźmy do jej treści.

„Czerwona Królowa” jest kolejną powieścią, która porusza temat dystopii. Złe rządy, rebelianci chcący coś zmienić, rewolucja… Ostatnio tego typu książki pojawiają się naprawdę często. Jednak mimo wszystko, dzieło Victorii Aveyard znacząco wyróżnia się z tłumu i zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie.

Czerwoni i Srebrni. Ludzie, których dzieli kolor krwi… i nie tylko. Srebrni są bogaci, ich przedstawiciele mają przeróżne nadludzkie zdolności i nigdy nie przegrywają. Czerwoni są niższą grupą społeczną, po ukończeniu 18. roku życia każdy z nich musi udać się na wojnę, aby tam walczyć i poświęcać swe życie w obronie niewdzięcznych Srebrnych, a na co dzień walczą o przetrwanie, są obiektami odrazy i pogardy. Nie mają żadnego znaczenia.

Siedemnastoletnia Mare Barrow, jedna z Czerwonych, niedługo trafi do wojska. Posiada pewną bardzo dobrze wytrenowaną umiejętność: kradnie. Na swoim koncie ma liczne wykroczenia, za które już dawno powinna skończyć na szubienicy. Do tej pory wszystkie próby przebiegały pomyślnie. Wystarczyło jednak jedno nieudane posunięcie, jeden plan zakończony niepowodzeniem… a cały jej świat wywrócił się do góry nogami.

Jeśli chodzi o mnie, to szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Nie mam bladego pojęcia w jaki sposób przekazać Wam to co chcę, aby cokolwiek dało się z tego zrozumieć. Wewnątrz czuję się rozdarta na pół. Radość miesza się ze smutkiem i w dodatku ogarnia mnie złość na myśl, że będę musiała nie wiem jak długo czekać na kolejny tom. No ale to może od początku…

W książce występuje narracja pierwszoosobowa. Świat możemy widzieć i odbierać oczami Mare. Uważam, że jeśli chodzi o tę powieść, było to świetne posunięcie. Autorka nie ma żadnych problemów z przedstawianiem wewnętrznych emocji bohaterki, wręcz przeciwnie – robi to bardzo dobrze. Gorzej jest już z samopoczuciem czytelnika, bo emocji na pewno nie jest mało… ;)

Kiedy dowiedziałam się że książka będzie o dystopii, przyznam że trochę się bałam. Nie byłam pewna czy autorka da radę udźwignąć cały temat, czy będzie wstanie wybić się z tłumu. A jednak. Victoria ukazuje nam masę niesamowitych i oryginalnych pomysłów, zaskakuje zwrotami akcji, przebiegiem wydarzeń, zapierającymi dech rozmowami pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Czyta się naprawdę szybko i pomimo, że istnieje coś takiego jak „kolejny rozdział”, nie ma stosownego miejsca, aby choć na chwilę się od niej oderwać. Nawet po jej chwilowym odłożeniu, ona będzie nieustannie siedzieć nam w głowie, przypominać o swojej obecności, a my będziemy rozmyślali nad losami bohaterów.

Kolejną rzeczą, która mi się spodobała były imiona. Oryginalne, nietuzinkowe imiona, do których bardzo szybko idzie się przyzwyczaić i które zapadają w pamięć. Niby szczegół, a jednak. :)

O tej książce mogłabym jeszcze pisać i pisać… Nie chcę Wam jednak odebrać całej radości z czytania. Także jak najszybciej bierzcie „Czerwoną Królową” w swoje ręce i wyruszcie wraz z Mare na przygodę, która przyniesie każdemu z Was nie tylko odpowiednią dozę przyspieszonego pulsu i strachu, ale także ogromną ilość uśmiechu na twarzy.

Z całego serduszka polecam! :)

Eleonora i Park – Rainbow Rowell

8/10

Ostatnio we wszystkich księgarniach możemy napotkać książkę autorstwa Rainbow Rowell – „Eleonora i Park”. Zrobiło się o niej trochę głośno, przeczytałam kilka recenzji i stwierdziłam, że po prostu muszę ja przeczytać. Od ostatnich zmagań z fantastyką, przyszedł czas na to, aby trochę odetchnąć i połknąć coś lżejszego.

Eleonora i Park, to dwoje nastolatków z kompletnie innych światów. Ona ma ciemne oczy, rude włosy, jest „puszysta” i ubiera się co najmniej dziwnie. Pochodzi z trudnej rodziny, śpi z czwórką rodzeństwa w jednym, małym pokoju, a kąpie się tylko wtedy, gdy nie ma w domu Richiego –  jej ojczyma, którego z resztą nienawidzi. On za to jest uroczym Azjatą, kiedy się śmieje w ogóle nie widać jego oczu, denerwuje się kiedy ma prowadzić samochód w obecności Taty, ma łóżko wodne i uwielbia czytać komiksy. No własnie… komiksy. Od tego się wszystko zaczęło. Pierwsza miłość. Brzmi banalnie, prawda?

Książka napisana jest „lekko”, bardzo szybko się ją czyta. Duża część akcji dzieje się w autobusie szkolnym. Toczone są rozmowy na zwyczajne tematy, a w całej opowieści aż roi się od potocyzmów. Przynajmniej dzięki temu nie odczuwamy, że dialogi pomiędzy nastolatkami są sztuczne. Było kilka sytuacji gdzie brzmiały one zbyt pięknie by być prawdziwe, ale jeśli zwrócić uwagę na całe tło historii, było to zrozumiałe. Jeśli więc mowa o tle…

Autorka porusza tu kilka bardzo istotnych kwestii. Problemów, z którymi sporej ilości osób przychodzi na co dzień się zmagać. Pojawia się przede wszystkim brak tolerancji. Eleonora jest wyzywana i ośmieszana m.in. z powodu swojej wagi, ubierania się czy nawet sposobu bycia. Oprócz tego, w książce mamy do czynienia z rasizmem, przemocą psychiczną i fizyczną, a także brakiem akceptacji samego siebie.

Nie jest to na pewno opowieść, którą można zostawić sobie na drugi dzień. Zostawić chociaż kilka stron, by móc do niej wtargnąć następnego dnia po raz kolejny. Nie. To historia, którą się połyka. Już od pierwszych stron wiemy że nas wciągnie. A robi to strasznie szybko.

Jednak mimo wszystko, książka ta nie miałaby u mnie takiej samej oceny gdyby nie fakt, że momentami zaczynałam się głośno śmiać. (Nawet w chwilach gdy nie było to raczej wskazane… Ćśś.) Potrafi naprawdę rozśmieszyć do łez i nie raz sprawić, że będziemy uśmiechać się do kartek.

Na pewno nie będzie ona aż tak przeze mnie zapamiętana jak kilka innych książek. Jeśli jednak chcemy fajnie spędzić popołudnie – jest w sam raz.

Innymi słowy – łatwa, lekka i przyjemna.

Jedyna rzecz, na której się trochę zawiodłam to zakończenie. Myślałam, że losy bohaterów potoczą się nieco inaczej. Końcówka została nie do końca wyjaśniona. Choć zakładam, że jeśli stało się tak a nie inaczej, było to zamierzone. Może po prostu autorka zostawiła nam otwartą bramę, aby sami sobie dopowiedzieć co trzeba…? ;)

Polecam ją każdemu, niezależnie od wieku. Osobom, które chcą wybrać się na małą podróż w czasie i przypomnieć sobie jak to było kiedy chodziło się do szkoły, tym, którzy czasem uważają że ich życie jest „do bani”, oraz wszystkim innym, którzy chcą oderwać się choć na chwilę od swoich własnych spraw, aby zaczerpnąć innej historii.  :)

Inferno – Dan Brown

9/10

Dan-Brown-Inferno „Najmroczniejsze czeluście piekieł zarezerwowane są dla tych, którzy pozostali neutralni w dobie kryzysu moralnego.”

„Inferno” dostałam w prezencie. Czytam głównie fantastykę, ale do tej książki podeszłam z dobrym nastawieniem. Nie skreślam z góry dzieł ze względu na gatunek (choć i po przeczytaniu mam problem z jego określeniem… ale najbardziej trafne chyba będzie podporządkowanie powieści do sensacyjnych), miałam tylko cichą nadzieję że się na niej nie zawiodę. I przyznam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Robert Langdon jest znanym ikonografem. Pewnego dnia budzi się w szpitalu z raną postrzałową głowy. Nie pamięta niczego z ostatnich dwóch dni. W swojej marynarce odnajduje tajemniczy przedmiot, który wprowadza go w pewną tajemnicę. Zaraz po tym jak udaje mu się odzyskać świadomość – ktoś chce go zabić.

Razem z lekarką Sienną Brooks ucieka ze szpitala. Profesor staje twarzą w twarz z zagadką, którą tylko on jest w stanie rozwiązać. Podróżują we dwoje po świecie w celu odnalezienia jakichkolwiek wskazówek. Za każdym razem kiedy jest już blisko rozwikłania sprawy, coś staje mu na drodze. Fałszywe poszlaki, przestępstwa…, no i władze, które cały czas deptały im po piętach.

Czy uda mu się uratować ludzkość przed poważnym zagrożeniem zanim będzie za późno?

Podczas czytania książki sporo możemy dowiedzieć się o m.in. historii Włoszech. Autor ukazuje nam problem przeludnienia. I wbrew pozorom, choć informacji dotyczących wyżej wymienionych spraw było nie mało, Dan Brown w naprawdę fajny sposób wprowadza je do treści książki. Znakomicie przeplata jest z fabułą, starając się o to, aby czytelnik się nie zanudził. Podobał mi się styl w jakim napisana jest powieść. Szybko się ją czytało, a losy Roberta śledziłam z zapartym tchem wprost nie mogąc doczekać się co będzie dalej. (Nie raz miałam ochotę przerzuć kilka kartek. :D)  ”Inferno” dostarcza ogromną dawkę emocji.

Z Brownem zetknęłam się po raz pierwszy i zapewne jeszcze kiedyś do niego wrócę. Opowiedział mi niesamowitą historię wprowadzając mnie w swój nieco kryminalistyczny świat.

Polecam go zarówno osobom, które chcą czasami oderwać się od świata fantasy, horrorów czy np. romansów i zaczerpnąć opowieści z trochę innego gatunku, jak i tym, którzy z twórczością Dana są już zaznajomieni i chcą trochę lepiej poznać autora. :)

Nocny wędrowiec – Jocelynn Drake

8,5/10

nocny-wedrowiec-ksiega-i-b-iext6311777 Trochę już późno, ale dopiero co skończyłam książkę, więc chcę napisać tą recenzję póki jeszcze emocje świeże. :)

Ona – Mira. Wampirzyca, Krzesicielka Ognia, nieśmiertelniczka licząca sobie ponad 600 lat, która wygląda na zaledwie 25-latkę.

On – Danaus. Łowca wampirów, przystojny mężczyzna kryjący masę tajemnic.

Są z dwóch odmiennych światów. Pragną pozabijać siebie nawzajem. Lecz muszą połączyć siły, aby razem pokonać wspólnego wroga – naturi.

Nie, nie, nie. To nie jest kolejna historyjka o zakazanej miłości. Wręcz przeciwnie. Występuje epizodyczny i dosyć ubogi wątek miłosny, który jest przekazywany bezpośrednio, bez jakichś większych ckliwości. W zamian za to, mamy tutaj całkiem niezłą akcję.

Z początku odczucia miałam mieszane. Znowu napotykamy się z narracją pierwszoosobową, a główna bohaterka ukazywana jest jako lepsza od innych i mogąca pokonać wszystkich bez większego wysiłku. Prawie każdy wykonywany przez nią cios jest perfekcyjny, a ona sama rzadko kiedy ulega poważniejszemu zranieniu. I to ulega zmianie.

Akcja rozwija się dość szybko, z tym że na początku mnie nie zaciekawiła. W pewnej chwili chciałam ją nawet odłożyć, ale coś mnie podkusiło żeby tego nie robić, więc ostatecznie kontynuowałam czytanie. I przyznam szczerze – nie żałuję. Całkowicie wciągnęłam się gdzieś przy 80 stronie,  gdzie resztę książki przeczytałam praktycznie jednym tchem. Dlatego też nie zrażajcie się początkiem nawet jeśli nie przypadnie Wam do gustu, bo później zrobi się naprawdę ciekawie. Nie myślałam, że podczas akurat tej książki będą chwile kiedy zaczynałam się głośno śmiać, czy też otwierać szeroko buzię ze zdziwienia. Fabuła wcale nie jest przewidywalna, a autorka często nas zaskakuje.

Wampiry nareszcie ukazane są jako bewzględne, a główna bohaterka w końcu nie przeżywa rozterek miłosnych, zastanawiając się którego chłopaka wybrać

Książkę się szybko czyta, jest pisana prostym stylem, a ja już się nie mogę doczekać kiedy tylko dorwę się do kolejnego tomu. :D

Dotyk Julii – Tahereh Mafi

10/10

dotyk-julii-b-iext24985240 Czy czuliście się kiedyś samotni? Niechciani? Inni? A może czasem macie wrażenie, że nie ma nikogo, kto by mógł Was zrozumieć?

Siedemnastoletnia Julia Ferrars jest zamknięta w ośrodku psychiatrycznym. W takim odizolowaniu spędziła już 264 dni. Została wywieziona z domu rodziców za coś, na co nie miała wpływu. Jest traktowana jak szmata, szykanowana, wyzywana i poniżana. Nie interesują się nią nawet jej rodzice. Jej dotyk zabija, a bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać jej moc do własnych celów. Jeśli już ktoś jest dla niej miły, to znaczy że ma w tym swój interes. Pewnego dnia u jej boku staje osoba, którą kocha. Ale co z tego, skoro nawet nie może jej dotknąć?

Przychodzi czas, kiedy jej życie diametralnie się zmienia. Ale czy na lepsze…?

„Dotyk Julii” to pierwsza część trylogii, a każdy kolejny tom godnie zastępuje poprzedni. Dzięki tej serii, Tahereh Mafi zalicza się do moich ulubionych autorek. Za narracją pierwszoosobową co prawda nie przepadam, ale stworzenie niesamowitej historii opowiadanej z punktu widzenia osoby z zakładu dla obłąkanych, było naprawdę dobrym pomysłem. Autorka bardzo dobrze radzi sobie z opisywaniem emocji głównej bohaterki. Ma specyficzny styl pisania, do którego już od pierwszych stron łatwo się przyzwyczaić. Im więcej przeczytamy, tym treść coraz bardziej nas zaskakuje. Bywały momenty, gdzie byłam wprost pewna co za chwilę będzie, a działo się coś zupełnie innego. „Dotyk Julii” do samego końca trzyma w napięciu i od razu po skończeniu lektury chcemy sięgnąć po kolejny tom. Z każdą kolejną częścią było coraz lepiej.

Jedyna rzecz jakiej mogłabym się czepiać, to jak dla mnie nieco za dużo wątków miłosnych. Autorka trochę za bardzo ”rozczula się” nad stosunkami pomiędzy głównymi bohaterami, ale w sumie zważając na stan psychiczny Julii to wydaje się zrozumiałe. Przez długi czas była osamotniona, a nagle pojawia się ktoś z kim może chociaż porozmawiać. Jako romans – świetna. Jako fantasy - równie dobra.

Książka momentalnie wciąga. Nie brakuje tu ani szybkiej akcji, ani chwil kiedy po prostu trzeba przestać czytać i poukładać sobie w głowię co się tak naprawdę dzieje. Podczas lektury całkowicie zapomniałam o rzeczywistości. Potrafi znakomicie umilić wieczór. (A nawet noc… :D)

Jest to seria, do której na pewno jeszcze kiedyś z chęcią wrócę. :)

Seria:

- Dotyk Julii

- Sekret Julii

- Dar Julii